Miś na „gigancie”

Miś na „gigancie”

Systemy lokalizacyjne są już popularniejsze niż wielu osobom może się wydawać. Oprócz efektywnego zarządzania flotami różnego rodzaju pojazdów i maszyn, kierowaniem pracą pracowników w terenie, zapewnianiem bezpieczeństwa dzieci, osób starszych, chorych i amatorów turystyki ekstremalnej coraz częściej znajdują one zastosowanie w prowadzeniu badań naukowych nad migracjami różnych gatunków zwierząt.

Wyniki tych badań są bardzo zaskakujące. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że przez obszar administracyjny Warszawy przewędrował wilk. Był to młody osobnik „niemiecki”, któremu naukowcy założyli w Brandenburgii nadajnik GSM. „Podróżnik” o imieniu Alan w poszukiwaniu żeńskich osobników swojego gatunku zawędrował aż na Białoruś i do krajów nadbałtyckich. Po drodze wszedł w granice Warszawy mijając nas od północy, idąc z zachodu na wschód.

Zaskakująco daleką wędrówkę, w celu identycznym jak Alan, przebył też Iwo – tatrzański młody niedźwiedź brunatny. Też okazał się wytrawnym podróżnikiem. Dzięki nadajnikowi GPS wiadomo, że w ubiegłym roku dokonał iście taternickich wyczynów, trzykrotnie przechodząc przez główną grań Tatr w miejscu, gdzie ma ona wysokość 2200-2400 mn.p.m.! W tym roku zaś, pod koniec kwietnia, wybrał się daleko na południe, przeszedł Słowację i 3 maja dotarł na Węgry. Wywołało to małą sensację, bo niedźwiedzie tam na stałe nie występują, a jedynie od czasu do czasu zachodzą ze Słowacji. Iwo na Węgrzech spędził tydzień, a potem ruszył z powrotem. 11 maja wrócił na Słowację, zmienił kierunek wędrówki na północno-wschodni i dotarł do Polski na peryferie Bieszczad.

Swoją trasę przemierzał głównie nocami, aby unikać kontaktu z ludźmi. Jego wędrówka wiodła przez tereny nieodpowiednie dla niedźwiedzi – z wieloma drogami i osadami ludzkimi. Musiał przekroczyć m.in. autostradę D1 pomiędzy Koszycami a Proszowem, najprawdopodobniej pod mostem. Starał się przemieszczać między niewielkimi kompleksami leśnymi, nocą szybko przekraczał pola uprawne. Przepłynął nawet przez zbiornik wodny Wielka Domasza na rzece Ondawie. Pokonał w sumie prawie 400 km. Niestety „oblubienicy” nie znalazł … Ale wiemy przynajmniej, że szukał wytrwale, zaszedł daleko. A ogólnie jest to nasz prawdziwy „miś – zuch”, z którego możemy być naprawdę dumni.

Post A Comment

*